Jako dzieciak miałam problem z czytaniem, w którym było napisane, że Dobry Pasterz poszedł po czarną owcę zostawiając całe swoje stado. Czułam się częścią gromady białych owiec i fakt jego odejścia było zdradą i opuszczeniem. Chociaż tłumaczyli, że to nie o to chodzi. Dzieciak tupał i nie godził się z tym:
- Po co mu ta jedna akurat, kiedy nas jest tak dużo i jesteśmy z Nim.
Dzisiaj siedząc i oddychając odkryła mi się ta duchowa karta. Pasterz zostawił owce w bezpiecznym miejscu, a pójście po czarną było klejeniem. "Choćbyś jednego nakarmił, to tak jakbyś mi dał jeść, choćbyś jednego uleczył to tak jakbyś mnie... itd".
Jeśli więc Życie i działanie Jezusa to wzór do naśladowania to jak mogę kogoś zostawić, tylko dlatego, że według przyjętych przez ludzi kanonów jest czarną owcą?
- Nie możesz. Chyba, że owca już spadła w przepaść.
Profesorze, nieustająco dziękuję.
Mazurskie pieśni ludowe są najprostszymi bytami artystycznymi. Wyszły z serc i ust ludzi, którzy mieli potrzebę utrwalenia stanu swojej duszy, miejsca w życiu, obserwacji dookolnego świata. Mieli odwagę opowiedzieć dole i niedole własne i swoich najbliższych. Zdarzało się, że przywoływali konteksty historyczne. Wielkim kompendium wiedzy o pieśniach Mazurów jest ich zapis dokonany przez pastora Gustawa Gizewiusza w pierwszej połowie XIX wieku. Słuchał i zapisywał nuty i słowa wyśpiewywane przez kobiety z okolic jego parafii. Od końca lat 40. XX wieku i później, dzięki determinacji etnografów z Warmii i Mazur, na taśmy szpulowe nagrano pieśni, które wykonywali potomkowie mieszkańców regionu. Dokumentacja etnomuzykologów sprawia, że możemy poznać jak w oryginale brzmiała piękna i rodzima mowa tych ziem. Ma w niej udział, w zależności od usytuowania w regionie, w około 70% staropolszczyzna, a także gwara północno–mazowiecka (kurpiowska) oraz spolszczone słowa niemieckie. To język domu rodzinnego i modlitwy.
Olśniło mnie, uderzyło jak gromem z nieba, że mazurska pieśń ludowa była zawsze trwałym łącznikiem z Polską poprzez te 70 % staropolszczyzny. Wiem, że w historii nic nie jest czarne i białe, ale mój umysł dąży do prostoty i konkretnego określania barw. I wykoncypowałam sobie, że skoro język jest nośnikiem kultury, to tam cały czas trwała i stwarzała się prostolinijna kultura polska / mazurska.
Takie słowa nie mogą nie pójść w świat, zwłaszcza, że tyle lat leżały będąc radością filologów i studentów. Profesorze, dziękuje za odkrycie. Muzyka już napisana, i tylko kwestią czasu jest zaproszenie Państwa na recital Wiersze na Nutach w Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku
Jarosław Iwaszkiewicz, Powrót do Europy, 1931 rok
Dzisiaj w noc wigilijną, idąc nasi ludzie
Do kościołów, wychodzą z domów umajonych,
Myślą o narodzeniu, o codziennym cudzie,
O gwiazdach (raz więc przecie), o drzewkach zielonych.
Ale kiedy już wejdą przez jątrzące bramy
W kościół, gdzie płoną lampy jak pierścień Rybitwy,
I złotem zapalają ołtarze i ramy
Usta ich próżno nowej szukają modlitwy.
Nie wiedzą, w jakim Boga uderzyć westchnieniem,
Jakie w niezwykły dzień ten odrzucić pacierze
Niewolnicze i jakim uroczystym brzmieniem
Zabarwić głos w strwożonej, zardzewiałej wierze.
A ksiądz wychodzi trzykroć do ludzi tej nocy,
Przed ołtarza święconym wznosząc ręce głazem,
I wzywa Boga z nieba. W triumfie i w mocy
Aby nam się objawił. Wzywajmy z nim razem.
Po raz pierwszy się módlmy, ażeby najcichsze
Nasze pola wydały zboża co potrzeba,
By od plonu rozpękły się stodoły i spichrze,
By dużo było ziarna, dużo było chleba.
Aby ten chleb się zmieniał w krew ludzkiego ciała,
Aby to ciało rosło, krew się ta płodziła,
Aby z ciał, ciało nowe, z krwi krew powstała.
I aby się mnożyła w żyłach naszych SIŁA.
Po raz drugi się módlmy, mówiąc za kapłanem
Słowa prośby o RADOŚĆ, Córę Chrystusową
By nas oblała zorzą, jako słońce ranem
By była jako słońce, lwią grzywą, lwią głową.
Prośmy też by odjęta ponurości kara
Była od nas. By wszyscy na ziemi pojęli,
Że wesele to cnota ta sama co Wiara,
Co Miłość Nadzieja; cieszą się Anieli.
Trzeci okręg błagania solennie i świecie
Ksiądz zamyka błaganiem ku Panu wzniesionym,
Prośbę - a my powtórzmy skuteczne zaklęcie –
Aby dał wyzwolenie nam nadto zmęczonym,
Nam zszarzałym, nam oschłym, nam, którzy bez liku
Chętnie byśmy nie w życiu, lecz w śmierci mieszkali,
Zesłał jak onym braciom, tęsknie w wieczorniku
Zebranym – płomień. OGIEŃ, który nas przepali.
Wiersz znaleziony w książce Zbigniewa Chojnowskiego "Ziemia Słów. Szkice o poezji wspólnotowej".
Inne perły można znaleźć w Wyborze Poezji - Jarosław Iwaszkiewicz, zredagowanym przez Radosława Romaniuka.
Obraz: Iga Święcicka, Engram Wachanie II
Kilkanaście lat temu siedziałyśmy z Migotką u nich w domu. Rozmawiałyśmy, gadałyśmy, plotkowałyśmy. I w pewnym momencie odezwał się Marek, mąż Bogusi. "Każdy mówi o sobie w drugiej i trzeciej osobie". Dla mnie wstrząs. Ludzkie tłumaczenie i że nie, że to nie tak. A potem zdanie pracowało. Do dzisiaj je pamiętam i staram się jak umiem nie puszczać niepotrzebnych słów w ruch.
W kontekście wczorajszego przypomnienia przez prof. Chojnowskiego słów napisanych przez Mateusza "Niech Twoja mowa będzie: tak, tak; nie, nie. Reszta pochodzi od Złego" bardzo adekwatne napomnienie na czas Świąt Bożego Narodzenia.
Dobrych Świat Bożego Narodzenia.
Często zasypiam dziękując za wodę. Tę, z której zbudowany jest mój organizm, tę, którą mogę pić i tę, która mnie myje. A potem rozszerzam mnie na ciebie i całą ziemię a potem i wszechświat. A jak nie mogę zasnąć rozmyślam dalej, często stawiając wodę w centrum rozważań. Wracam do poranka i kawy, która wzmacnia mnie od tylu lat, a potem do kaszy, którą po wyprażeniu płuczę i zalewam czystą wodą i w niej gotuję śniadanie. Jabłka , gruszki, ananas, truskawki dodają smaku i również nawilżają ciało. A potem do kąpieli i ciepło zimnym umyciu ciała. O wodzie spłukiwanej w toalecie. O kolejnej kawie, o zupie gotowanej dla pożywienia i zagrzania organizmu. O wodzie stawianej ludziom i sobie w salce gdzie śpiewamy. O wodzie, która spada z chmur i nawilża ziemię, o kałużach, które odbijają niebo i przypominają o potędze wszechświata. O wodzie, której nie ma i na którą czekam. O wodzie z parku w Powsinie, która towarzyszyła mi odkąd pojawiłam się w Warszawie. O rozmowach przy kranach, o jej ciężarze, który według praw fizyki nie powinien być cięższy na jotę a po kilkunastominutowym dźwiganiu staje się nie do uniesienia. I dochodzę do płynącej wody. Wówczas siadam i zagapiam się na świetliste, skrzące pomarszczenia. Oddycham i się gapię pełna wdzięczności. Radosnego dyngusa!
Głos Dawnych Mazurów na Facebooku
English translation · Deutsche ÜbersetzungFoto: Katarzyna Trzaskalska, Małgorzata Biniek, Magdalena Świtek. Stylizacja: Monika Wierzbicka, dodatki: Sława Tchórzewska, Grażyna Kłopocka-Służała. Rysunki: Krzysztof Skain May. Realizacja: obbie.pl
© Monika Wierzbicka 2012-2024. Wszelkie prawa zastrzeżone. Polityka prywatności i cookies